poniedziałek, 1 marca 2010

Przestrzeń publiczna, czyli dla ludzi stworzona


„Przestrzeń Społeczna danej zbiorowości stanowi użytkowany i kształtowany przez nią obszar, z którym wiąże ona system wiedzy, wyobrażeń, wartości i reguł zachowania, dzięki którym identyfikuje się najpełniej z tym właśnie obszarem.”
Aleksander Wallis
 
To tu, to tam słyszymy, że gdzieś powstają przestrzenie publiczne, że coś dzieje się w przestrzeni publicznej czy też, że koniecznie potrzebujemy przestrzeni publicznych. Nie jest jednak wcale jednoznaczne i oczywiste czym przestrzeń publiczna jest. I nie zawsze mamy świadomość, jaka mogłaby być.

Wiadomo, że przestrzeń publiczna to coś dobrego. Często więc spotykamy się z tym określeniem, najczęściej jednak używanym nazbyt lekkomyślnie, bezrefleksyjnie. Nie każdy rozumie te słowa tak samo. Wielu nie rozumie ich wcale.

Jedna z najlepszych jaką znam definicji owej przestrzeni brzmi tak: jest ona tam, gdzie obcy spotyka obcego. Nie wiem kto ją wymyślił, mnie nauczył jej architekt Michał Owadowicz. Co prawda, nie zawiera ona recepty na ich tworzenie, pozwala jednak ocenić te istniejące.

publicus

Słownik języka polskiego tłumaczy pojęcie 'publiczny' jako:

„dotyczący ogółu ludzi, służący ogółowi, przeznaczony, dostępny dla wszystkich (…) ogólny, powszechny, społeczny, nieprywatny”

Wydaje mi się, że definicja taka bardzo trafnie dotyka sedna. Zauważmy: fakt, że coś nie jest prywatne, nie oznacza, że od razu staje się publiczne. Nie każdy nie ogrodzony kawałek trawnika, którego właścicielem jest miasto, staje się automatycznie publiczny. Duża część obszarów Skarpy Wiślanej nie jest jeszcze publiczna.

Warto przełamać binarną logikę, zgodnie z którą brak zamknięcia oznacza otwarcie. Taka logika bywa logiką tłumaczenia lenistwa. Gotowość do wykonania wysiłku łączenia (udostępniania) szczególnie konieczna będzie w mieście, na temat którego Arystoteles napisał te słynne i do znudzenia powtarzane słowa o wspólnym życiu dla wspólnego dobra...

(...)

przestrzeń społeczna - umowa społeczna

Wydaje się, że koniecznym jest tworzenie rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich. Nie schodów dla zdrowych i pochylni z boku dla chorych. Nie wejść dla normalnych i bocznych wind dla gorszych. Jedno rozwiązanie dla wszystkich, to wspólny kompromis na który godzi się dana społeczność. Przestrzeń społeczna – umowa społeczna. Bycie dopuszczonym do kompromisu daje poczucie przynależenia do wspólnoty.

Normy prawne nie są żadnym gwarantem człowieczeństwa. Bądźmy wspólnotą, która kształtuje przestrzeń naprawdę publiczną - przestrzeń tworzoną dla ogółu ludzi.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

poniedziałek, 1 lutego 2010

Piano Nobile miasta

„Wspinaczka w górę wiąże się z odkupieniem. Dzieje się tak dzięki sile słowa 'nad' i mocy słowa 'w górę'. Nawet ci, którzy od dawna już nie wierzą w Niebo i Piekło, nie mogą zmienić słów 'nad' i 'pod'.”
Erich Kästner

„Górny taras zawsze stanowił piano nobile miasta.”
Andrzej Kiciński
 
Jaki widok rozciągał się przed oczami przybyszów, którzy tysiąc lat temu zawitali w okolice dzisiejszej Warszawy? Co tu znaleźli i co skłonić ich mogło do zakładania osad? Nie bez znaczenia jest rozważanie zdarzeń, które leżą u podstaw historii naszego miasta. Prześledzenie genezy struktury miejskiej pozwoli nam dostrzec ciekawą prawidłowość - dojrzeć wartość.

Miejsce

Geografowie tacy jak Yi-Fu Tuan pomogli nam zrozumieć, że kluczową kategorią w opisie przestrzeni i zachodzących w niej procesów jest kwestia doświadczenia ludzkiego. Pojęcia przestrzeń i miejsce określają doświadczenia właśnie. Dlaczego jakieś miejsce jest szczególne, tzn. dlaczego miejsce jest Miejscem? Dlaczego jakieś Wydarzenie akurat tu ma miejsce, a nie gdzie indziej?

"Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki rozmaitym środkom: rywalizacji i konfliktom z innymi miejscami, walorom widokowym, ewokacyjnej sile sztuki, architektury, obrzędów i rytów. Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki dramatyzacji."

Potrzeba więc sceny dramatu – Miejsca. A gdzie na monotonnej, równinnej Nizinie Mazowieckiej tkwił potencjał dla dramatyzacji?

(...)

miasto na krawędzi

Nie wnikajmy w szczegóły powstania jednostki geograficznej, jaką jest Skarpa Wiślana. Powstało na ten temat wiele opracowań, a poza tym sprawa wciąż nie jest jednoznaczna i jasna, tym bardziej należy pozostawić ją specjalistom. Wystarczy tyle:

"Równinny krajobraz  rejonu Warszawy powstał w obecnej formie po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia. Górującą nad okolicą płaską równinę wysoczyzny, której stoki spadają nieznacznie ku wschodowi i północy (...), podcinały od wschodu wody również ukształtowanej już Wisły.”

Warszawa leży na obszarze Niziny Mazowieckiej, czyli rozległego, płaskiego i krajobrazowo raczej monotonnego terenu. Jedynym miejscem zaburzenia jej charakteru jest liniowe przełamanie: Nizina przecięta jest blisko 20-metrowym urwiskiem,  rozdzielona na dwie podstawowe jednostki morfologiczne:
  • Równinę Warszawską - wysoczyznę morenową
  • Dolinę Wisły

Mamy zatem dwa liniowe elementy krystalizujące przestrzeń. Wszędzie tam, gdzie łuk linii skarpy stykał się z korytem rzeki, powstawały szczególne warunki przestrzenne – Miejsca. I w tych Miejscach, na całej długości Wisły, powstawały osady, później miasta.

Nie powinien wprawiać nas w zdumienie fakt, że to szczególne miejsce, jakim była i jest korona skarpy, stanowiło scenę dla Wydarzenia jakim jest miasto.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]

wtorek, 26 stycznia 2010

radio Kampus

Rozmowa o Skarpie z redaktorem Błażejem Prośniewskim w Radio Kampus 97,1 fm

poniedziałek, 25 stycznia 2010

najciekawsze dyplomy wapw

Praca "miasto na krawędzi - na krawędzi miasta" znalazła się na wystawie najciekawszych dyplomów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej roku 2009.


piątek, 1 stycznia 2010

Prolog

„Gra atutami jest bardziej zgodna z naturą graczy - grać, aby wygrać - niż przemyślanym zabiegiem kompozycyjnym. (...) Gdy poznajemy rozdanie i licytujemy, co można zagrać, to przede wszystkim odszukujemy w sieci ulic i placów esplanady nadwodne i wyżynne. One są ciągami atutów."
Czesław Bielecki

Czy metody projektowe, którymi przez lata posługiwali się urbaniści, mogą być jeszcze dzisiaj efektywne? Czy mieszkańcy mogą liczyć na to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto za nich pomyśli? Rzecz o tym, że partycypacja społeczna jest elementem funkcjonowania społeczeństwa otwartego i w tym sensie jest dzisiaj koniecznością.

gra w miasto

Nie my pierwsi stawiamy takie pytania. Już starożytni grecy szukali na nie odpowiedzi. A ta była dla nich raczej oczywista: współtworzenie wspólnoty uważali bowiem za najlepszą formę życia - we wspólnocie ludzie działają wspólnie dla wspólnego dobra. Arystoteles za najprzedniejszą ze wspólnot uważał polis, czyli miasto. Uczestnictwo w kształtowaniu miasta miało być nauką oraz drogą do doskonałości dla każdego obywatela. Tę aktywną społecznie postawę filozof próbował uchwycić, definiując człowieka jako zoon politikon - zwierzę polityczne.

Co więc z tymi, którzy angażować się nie chcieli? Wszystkich stojących 'z boku' nazywano idiotes, czyli po prostu idiotami. Idioci to ci, których nie interesował wspólny interes. To ci, których nie interesowało dobro miasta. Wraz z takim właśnie zarzutem Sokratesowi podano kielich cykuty...

Czegoś powinien nas przykład Aten nauczyć. Chętnie deklarujemy nasze kulturowe pokrewieństwo z demokracją ateńską - chcemy demokracji - zapominamy jednak, że jej warunkiem jest ciągła aktywność obywateli. Demokracja nie jest dla idiotów. I nie dla idiotów jest miasto.

Tam gdzie mowa o wspólnocie i zaangażowaniu, o jakimś zbiorze jednostek działających wspólnie, stykamy się z zagadnieniem konfliktu: konfliktu interesów pomiędzy tymi jednostkami. Pora odrzucić utopie próbujące jasno wyznaczyć jakiś jeden wspólny cel czy interes publiczny. Nie ma takiego, a w każdym razie tu na ziemi nie jest możliwe wyartykułowanie go (co innego w Niebie). Przyjmijmy więc istnienie konfliktu jako niezbywalnej cechy współżycia ludzi, a także kształtowania miasta. Wymaga tego od nas praktyczna potrzeba.

Taka postawa skłania nas do opisu miasta za pomocą modelu Gry. Każda gra ma swoje zasady (co nie znaczy, że nie bywają one łamane) i swoich graczy (choć gracz graczowi nierówny). Zarówno gracze jak i zasady są historyczne, tzn. zmienne w czasie. A w grze, jak to w grach bywa, każdemu graczowi o to chodzi, żeby wygrać raczej niż przegrać.

(...)

skarpa

Graczem liczącym się nie będę ja, nie będziesz Ty. Ale znaczącą rolę odegrać może grupa, wspólnota. Wielka może być siła inicjatywy obywatelskiej. Grupę trzeba jednak zgromadzić, grupie przyświecać musi wspólny cel. Dlatego jestem przekonany, że warunkiem podstawowym skutecznego działania na rzecz jakiejś wartości, także przestrzennej, jest przede wszystkim zakorzenienie jej w świadomości ludzi!

Antropolog Elżbieta Rybicka zwraca uwagę na fakt, jak silny wpływ na nasze poznawanie, postrzeganie miejsc i zdarzeń mają pre-teksty (tkwiące w nas wyobrażenia, najczęściej mityczne i stereotypowe, "społeczne klisze widzenia, konwencje poznawcze (...) powielane w komunikacji społecznej". Jako obrazowy przykład podaje wspomnienia subiekta Ignacego Rzeckiego. Czyż ze Skarpą nie jest podobnie? Trudno będzie o koronę skarpy dbać dopóty, dopóki warszawiacy nie docenią jej wartości. Dzisiaj olbrzymia większość w ogóle nie wie o czym mowa. A Gra w Miasto toczy się.

(...)

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]

czwartek, 17 grudnia 2009

wykreuj warszawę

Nazwa Warszawska Droga Kultury po raz pierwszy padła przy okazji przygotowywania pracy konkursowej. Przygotowałem wtedy pudełko pełne materiałów, które miały z jak najlepszej strony zaprezentować ideę. Wtedy nie poznano się na niej, teraz coraz lepiej dostrzegamy jej potencjał.

środa, 9 grudnia 2009

skarpa obroniona!

Oto chwila wygłoszenia koreferatu przez dr Tomasza Kazimierskiego.
Ja słucham (fot. Karolina Skalik)
Wieczorem odbyła się publiczna obrona dyplomu. Dziękuję wszystkim za przybycie.

Szczególnie dziękuję gościom specjalnym. Przybyli prof. Krzysztof Jakubowski (wieloletni dyrektor Muzeum Ziemi PAN), dr Marek Ostrowski (wybitny Varsavianista), Michał Wojtczuk (redaktor Gazety Stołecznej) oraz Marta Trakul (z Urzędu Miasta).

W zrelacjonowaniu obrony ubiegła mnie już gazeta stołeczna, do niej odsyłam.

wtorek, 17 listopada 2009

miasto na krawędzi - na krawędzi miasta

Oto moje skończone plansze dyplomowe:





środa, 11 listopada 2009

Skarpa na wystawie WAPW

O godzinie 13. wszystkie dziesięć plansz (łącznie 7 metrów kwadratowych!) zostało rozwieszonych na wystawie prac dyplomowych Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Wystawa była otwarta dla wszystkich.


 
Przez ostatni rok zajmowałem się zagadnieniem wartości kulturowych Skarpy Warszawskiej oraz badaniem jej znaczenia dla obrazu miasta. Moim celem było i jest nadal wyeksponowanie korony skarpy w strukturze przestrzennej stolicy.




Jakie znaczenie Skarpa Warszawska ma a jakie mogłaby mieć dla dzisiejszej Warszawy?
Cóż takiego miasto mogłoby na niej zyskać?
Po co nam aleja Na Skarpie?
Dokąd prowadzi ulica Smolna?
I dlaczego nie wolno zwlekać z działaniem?



czwartek, 5 listopada 2009

Warszawa w Budowie

Wspólnie z arch. Maciejem Czeredysem opowiedzieliśmy o założeniu alei Na Skarpie, potencjale obszaru Skarpy i konieczności zintegrowania jej ze strukturą funkcjonalno-przestrzenną miasta.