wtorek, 1 czerwca 2010

Aleja Na Skarpie

„charakter drogi wynika z jej stosunku do miejsc”
Christian Norberg-Schulz
 
Jest w Warszawie aleja Na Skarpie. Ma 300 metrów długości. Zaczyna się ślepo przy terenach sejmu, na drugim końcu prze-chodzi w szlak spacerowy. Nie jest ulicą specjalnie znaną.

A jeszcze przed wojną stanowiła symbol jednej z istotnych koncepcji rozwoju miasta stołecznego. Tym samym jej realizacja była gorąco popierana przez prezydenta Stefana Starzyńskiego. Wzdłuż alei, symbolu ciągłości, powstawały wspaniałe założenia, takie jak choćby gmachy Sejmu RP, Muzeum Narodowe, budynki mieszkalne wzdłuż dzisiejszej ulicy Bartoszewicza (dawniej alei Na Skarpie) itd... Aleja wpisała się w plany miasta, o czym świadczy fakt, że w licznych konkursach architektonicznych i urbanistycznych znajdowała zwykle swoje miejsce. Na wystawie zorganizowanej w 1938 roku: 'Warszawa wczoraj, dziś i jutro', aż dwie makiety poświęcone były obszarowi skarpy i aleja wyraźnie się na nich rysowała.

Czy dzisiaj o niej zapomniano?

promenada

"Śródmiejski odcinek Skarpy i przyległych terenów jest dla Warszawy rejonem, gdzie zaistniała niezwykła wspólnota przyrody, historii, kultury, architektury i pejzażu, który może i powinien stać się obszarem centralnej przestrzeni publicznej."

Koncepcja poprowadzenia na skraju górnego tarasu skarpy ciągu komunikacyjnego pochodzi ze Szkiców wstępnych planu regulacyjnego miasta stołecznego Warszawy opracowanych w 1916 roku przez Koło Architektów.

„W planie zarysowuje się także po raz pierwszy idea przeprowadzenia alei na Skarpie – jako przedłużenie Krakowskiego Przedmieścia. Aleja ta biegłaby od ul. Kopernika, obok Teatru Polskiego, górnym tarasem Skarpy, wiaduktem nad ul. Tamki przez Dynasy, wiaduktem nad ul. Wiejską i przedłużoną Myśliwiecką do projektowanego na Siekierkach parku narodowego.” W planach Tołwińskiego aleja Na Skarpie miała być trasą odciążającą komunikacyjnie Nowy Świat. Nazwana została arterią komunikacyjną, choć wyobrażenia o alei jako obwodnicy Traktu Królewskiego zweryfikował szybko rozwój motoryzacji.

W 1922 roku m.st. Warszawa uchwala plan regulacyjny, który utrwala prawnie ideę alei Na Skarpie. W kolejnych latach aleja występowała na szeregu opracować szczegółowych.

gospodarka nakazowo – rozdzielcza

Po wojnie założenie alei Na Skarpie nie pojawiało się w stołecznych planach. Dla skarpy powstały plany utworzenia Centralnego Parku Kultury, ale przedwojenne założenie promenady spacerowej szczególnie wyeksponowane nie zostało.

"Nie ma Alei na Skarpie w formie ciągłej ulicy, czy nawet promenady. Być może jest to protest wobec przedwojennych pomysłów."

Kwestia alei nie została zapomniana całkowicie. Architekci pamiętali o niej. Nie otrzymała ona jednak poparcia politycznego, nie została wpisana w żaden prestiżowy plan rozwoju, nie uzyskała statusu założenia priorytetowego (co w warunkach gospodarki sterowanej centralnie oznaczało brak środków i warunków dla realizacji).

Tak tę sprawę wspomina architekt Zygmunt Stępiński:

"Po wojnie już w pierwszych miesiącach pracy BOS powrócono do tego problemu. (...) W dużej mierze przyczyniły się do powstania alei Na Skarpie prace społeczne oraz opracowanie, w czynie społecznym, dokumentacji przez biura projektowe. (...) Mało jednak kto wie, iż inwestycja ta jako całość nigdy nie znalazła się w planach gospodarczych. Budowa jej była zawsze uzależniona od innych wielkich inwestycji prowadzonych na jej przebiegu lub
w sąsiedztwie."

Takim niskobudżetowym sposobem w latach siedemdziesiątych udało się zrealizować kładki piesze nad ulicami Górnośląską, Książęcą i Tamką. Co prawda, Stępiński dodaje: "Ogromną rolę odegrał też niezmiennie przez cały czas życzliwy stosunek do tej budowy Dzielnicowej Rady Narodowej Śródmieście". Pamiętać jednak należy, że dokładnie w tym samym czasie Arseniusz Romanowicz realizował Dworzec Centralny, który przygotowywany na przyjazd Breżniewa realizowany był bez liczenia się z kosztami. Inne miała centralna władza priorytety i innym sprawom życzliwość okazywała.

Narodowy Park Sztuki i Warszawska Droga Kultury

Historia uczy nas, że tylko wtedy aleja Na Skarpie powstanie i 'zadziała' jako atrakcyjna przestrzeń publiczna, jeśli stanie się elementem większego założenia i programu. W XX-leciu międzywojennym stanowiła symbol dla zakrojonego na większą skalę planu: równolegle do niej powstawały znakomite gmachy publiczne. Po wojnie, jak wspomina Stępiński, niektórzy architekci pamiętali o niej, ale realizowanie w czynie społecznym pojedynczych elementów nie mogło przynieść pożądanego skutku. I nie przyniosło.

Słusznie zauważa Maciej Czeredys:      "Można ponadto wątpić, czy aleja Na Skarpie, funkcjonująca jedynie jako ciąg spacerowy, byłaby na tyle atrakcyjna, żeby warto było kształtować infrastrukturę komunikacyjną włączającą ją w strukturę miasta." Potrzeba czegoś więcej niż ciągu spacerowego. Urbaniści wymieniają cztery warunki powstania dobrej przestrzeni publicznej:
  • atrakcyjność przestrzenna
  • atrakcyjność funkcjonalna
  • dostępność
  • bezpieczeństwo

Wnioskiem Czeredysa, płynącym z badań nad stanem istniejącym korony skarpy, jest:

"Atrakcyjność funkcjonalna powinna stanowić priorytet w kształtowaniu skarpy, ograniczony jedynie wymogiem ochrony jej fragmentów wyróżnionych ze względów przyrodniczych i geologicznych."

Próbą odpowiedzenia na tak postawiony problem jest koncepcja dr Andrzeja Kicińskiego, który przewidział nadanie obszarowi Jazdowa spójnego charakteru - stworzenie Narodowego Parku Sztuki. Wydaje mi się, że jest to myśl słuszna. Odpowiada nie tylko na kwestie kształtowania przestrzeni publicznej. Jest realna, bo rozwija cechy, które korona skarpy już posiada - lista znaczących instytucji kultury mieszczących się na skarpie jest imponująca.

Idea Kicińskiego jest również celną odpowiedzią na pytanie: czyje jest miasto? Jest odpowiedzią na pytanie o dzisiejsze aspiracje i potrzeby.

(…)

Na podobnych założeniach opiera się projekt Warszawskiej Drogi Kultury. Jest jednak twórczym rozwinięciem idei Parku Sztuki – rozwinięciem na miarę dnia dzisiejszego.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

poniedziałek, 24 maja 2010

fotografie ze skarpy

skarpa u podnóża UW

skarpa u podnóża UW
skarpa u podnóża UW
przejście przez ulicę Oboźną
droga do ulicy Bartoszewicza na skarpie
nowe schody prowadzące przez wąwóz
skarpowa strona Uniwersytetu Muzycznego
Dodaj napis

sobota, 1 maja 2010

Warszawa miastem zielonym?

„W kształtowaniu struktur ekologicznych adekwatnym biowskaźnikiem jest człowiek.”
Gernot Böhme

Filozof Gernot Böhme (autor książki pt.: ‘Filozofia i estetyka przyrody’) podkreśla, że stosunek nowoczesnego miasta do przyrody pozostaje powierzchowny. Zieleń zostaje sprowadzona do roli kompensacji braków, ale nadal to te braki właśnie stanowią o miejskości miasta. Podstawową rolę odgrywa rozróżnienie pomiędzy miastem a przyrodą, jako dwiema opozycyjnymi sferami. Owe rozbicie jedności jego zdaniem „uchodzi wciąż za osiągnięcie nowożytnej racjonalności.” To model mający bogatą tradycję, lecz prowadzący do szkodliwych dla człowieka działań. Potrzebujemy nowej, wnikliwszej refleksji:

„Poprzez miasto - na tym polega głębsza idea ekologiczna - człowiek nie stawia się ponad przyrodą, ani też nie zdobywa możliwości wyjścia poza nią: miasto jest raczej pewnym sposobem, w jaki człowiek żyje z przyrodą i w przyrodzie. Miasto jest i pozostaje przyrodą, jakkolwiek jest to przyroda przyswojona i ukształtowana przez człowieka.”

symbole nowoczesności

Przenieśmy się na chwilę do Nowego Jorku. Jego najdroższa dzielnica, Manhattan to symbol nowoczesnej cywilizacji. Znak bogactwa. Wiele społeczeństw, w tym nasze, aspiruje do pogoni za takim wzorcem. Marzy się nam w Warszawie bogate city. Znana wszystkim, najeżona wieżowcami panorama Manhattanu - skądinąd piękna - wyznacza kierunek naszym dążeniom i ambicjom.

Myślę, że właśnie te, nie poparte rzetelną analizą, ambicje są przyczyną wypowiedzi takich jak ta, która padła niedawno z ust urzędnika ratusza:

„Mamy kryzys i trzeba szukać dochodów. Na zieleni się nie zarobi. Sprzedaż gruntu w tym rejonie to poważny zastrzyk inwestycyjny do kasy miasta.”

A mowa tu o nagłośnionej przez gazetę próbie zabudowania przez dewelopera zielonych terenów na Dynasach, czyli bezpośredniego podnóża Skarpy Warszawskiej.

(...)

Ale na zieleni miasto zarabia! Dlatego może warto spojrzeć na Manhattan z lotu ptaka i uświadomić sobie, że szalenie intensywnie zabudowane wybrzeże jest zrównoważone wielkim obszarem Central Parku. Ten wielki śródmiejski zieleniec ma 341 ha powierzchni. To dla tak gęsto zaludnionego obszaru oczywiście wciąż o wiele za mało. Tak czy inaczej, nikt nie myśli o zabudowaniu go.

„Wzrastająca wartość drzew na terenach miejskich wpłynęła na uznanie ich za jeden z elementów majątku trwałego miasta.” Władze Nowego Jorku dokonały wyceny wartości ekonomicznej zieleni w mieście i wniosek był jednoznaczny:

„Wyniki badań świadczą o tym, że ludzie są skłonni także płacić za obecność drzew również wtedy, gdy rosną one poza obrębem ich działek. (...) Potwierdzają to również wysokie ceny domów czy mieszkań otaczających 400-hektarowy Central Park w Nowym Jorku. Wartość tego parku jest równa co najmniej wartości utraconych przez miasto podatków, gdyby teren ten był wykorzystany pod budownictwo.”

Jasne staje się, że za utrzymaniem zieleni w mieście przemawia także surowy rachunek ekonomiczny!

przyroda

„Szacuje się, że aby każdy człowiek mógł prawidłowo funkcjonować w warunkach miejskich, należy zapewnić mu ok. 50m2 terenów zielonych w obrębie miasta oraz 300m2 na terenach rekreacyjno-wypoczynkowych poza miastem (rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia). Rekomendacje Unii Europejskiej zalecają około 35m2 terenów zieleni otwartej na mieszkańca (Warszawa ma obecnie jedynie około 9m2) oraz 'zielony pierścień' ochronny wokół miast powyżej 25000 mieszkańców.”

Każda forma zieleni w mieście wymaga opieki, bo każde drzewo, każdy trawnik, każdy zielony dach mają znaczenie dla poprawy jakości życia. Ale polityka przestrzenna powinna w szczególności kształtować i chronić duże obszary zieleni, bo tylko one tworzą rzeczywiste ekosystemy. Np:

„Według badań prowadzonych w Warszawie, ochładzający wpływ kompleksu zieleni jest odczuwalny dopiero wtedy, gdy jego powierzchnia wynosi przynajmniej 3000m2 (Kopacz-Lembowicz i inni).” Marek Ostrowski dodaje: „Zieleń powinna stać się pełnoprawnym obywatelem i zasiedlać miasto w takim samym tempie, jak wzrost liczebności Homo sapiens i zabudowywanej przez niego przestrzeni. Ten współczynnik proporcji powinien być jednym z czynników regulujących rozwój miasta.” A ekolog Paweł Zawadzki uzupełnia, że na jednego mieszkańca miasta, aby zaspokoić jego zapotrzebowanie na tlen, przypadać powinny dwa dorosłe, zdrowe drzewa.

W Warszawie ostoją zieleni są strefa korytowa Wisły oraz obszar Skarpy Warszawskiej. Ten drugi charakteryzuje się dużą bioróżnorodnością, stanowi strefę przejściową na granicy dwóch różnych biocenoz (wysoczyzna i dolina Wisły).

„Tego typu obszar, w ekologii znany jako ekoton, umożliwia migracje fauny z zespołów leśnych (jak Kampinowski Park Narodowy, Lasy Chojnowskie) do terenów biologicznie czynnych wewnątrz miasta. Oba ciągi wyznaczają warszawski odcinek korytarza ekologicznego o międzynarodowym znaczeniu.”   Obszar skarpy to także korytarz przepływu przewietrzających miasto mas powietrza. W większości naturalna nawierzchnia pozwala utrzymywać wilgoć, ma zatem znaczenie w kwestii zwiększania zasobów wód gruntowych.

aleja Na Skarpie

Dr Ewa Kicińska przytacza przykłady działań, egzekwujących ochronę przyskarpowych obszarów leśnych, datowane na rok 1565!

„Zapis świadczy o wczesnym rozumieniu potrzeby ochrony terenów leśnych, a przynajmniej potrzeby ochrony najcenniejszych fragmentów lasu.”

Dziś, cały czas brak spójnej polityki miasta w tej kwestii. A komentarze mieszkańców pojawiające się na internetowych forach ukazują, że istnieje w warszawiakach konkretny niepokój, który dobrze obrazuje taki oto wpis:

"Autor: Gość: Skarpowicz Ciamek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl   26.08.09, 23:46
Zostawcie skarpę w spokoju. (...) Skarpa jest jaka jest i ma swój urok!
Zostawcie ją w spokoju!"

To jednak podejście błędne. Wydaje się oczywistym, że to właśnie zostawienie 'w spokoju' najpewniej doprowadzi do degradacji obszaru skarpy. Konieczne są zdecydowane gesty. Konieczne jest mentalne, funkcjonalne i przestrzenne wpisanie w strukturę miasta. Takie zadanie mogłaby spełnić realizacja alei Na Skarpie.

„Lansowana przed wojną koncepcja Alei Na Skarpie i pierwsze głosy dotyczące potrzeby zachowania terenów zieleni towarzyszących skarpie, mogły stać się podstawą dla podejmowania takich działań.”

Nadal mogą! Należy dążyć do utrzymania ciągłości obszarów skarpy. Nie możemy dopuścić do wyizolowania poszczególnych fragmentów i powstania autonomicznych wysp zieleni.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]

czwartek, 8 kwietnia 2010

warszawski fenomen


Na temat Skarpy słów kilka napisała w 'Miesięczniku Politechniki Warszawskiej' Joanna Majewska. Artykuł nosi tytuł 'Warszawski fenomen' i opublikowany został w marcowym numerze w 2010 roku.

"Już wiosna. Może warto wybrać się na spacer po skarpie i odkryć ją na nowo..." kończy swój tekst autorka.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Otworzyć miasto na...!

„Dolina Wisły i Skarpa są podstawowym odniesieniem dla historycznych, decydujących o tożsamości miasta, wydarzeń urbanistycznych i architektonicznych.”
Andrzej Kiciński
Dawna siedziba książąt mazowieckich - Czersk. W czasach świetności Wisła płynęła tu bezpośrednio pod wzgórzem na którym stoi zamek. Podmywała brzegi skarpy. Dziś rzeka odsunięta jest od miasta o 2 km. Od czasu powodzi, po której Wisła wyżłobiła sobie nowe koryto, znaczenie Czerska szybko spadło. Chce się powtórzyć za Markiem Ostrowskim, że przykład ten dobitnie ukazał, "że to nie urzędy i zamki, ale Wisła decyduje o randze miasta."

Także w Warszawie Wisła płynęła bliżej skarpy, a z czasem odsunęła się. Na szczęście dla rozwoju miasta o wiele mniej niż w Czersku. 

... na Wisłę!

Faktem jest, że dziś warszawiacy chcieliby mieć Wisłę bliżej. Nie chodzi zresztą tyle o zbliżenie fizyczne co raczej mentalne.

(…)

Wizja ściślejszego połączenia miasta z rzeką towarzyszy Warszawie od dawna. "Głównymi ideami urbanistycznymi i priorytetami w kształtowaniu oblicza Warszawy okazywały się: połączenie krajobrazu naturalnego i kulturowego miasta, 'przeniesienie' Wisły do Warszawy, jednocześnie zaś odwrócenie metropolii ku Skarpie, Dolnemu Mokotowowi, Jeziorku Czerniakowskiemu (...)"

Obecnie (lato 2009) organizowany jest przy Wiśle festiwal Przemiany. Jego skala jest imponująca. "Nie chcemy zburzyć urody tego miejsca, ale ją wydobyć. Pokazać, że Wisła to ogromny atut Warszawy" - przekonywała Ewa Czeszejko-Sochacka, pełnomocnik pani prezydent ds. ESK 2016. Działają prężnie fundacje takie jak JaWisła.

Ale Wisła jest ciągle daleko od miasta. Dlaczego?

... na Skarpę!

Wydaje się koniecznym wyeksponowanie innego problemu i zrozumienie, że głoszenie dziś hasła: otwierać miasto na rzekę! jest niepełne. Dlatego nie działa.

Warszawa historyczna nie leży i nie leżała nigdy (w znaczeniu jakie nadaje tej kwestii Marek Ostrowski) nad rzeką. Ta historyczna część miasta, czyli dzisiejsze śródmieście, oddzielona jest od rzeki powiślem. Mało powiedzieć, że Śródmieście z Powiślem nie są połączone. Dzieli je wykształcona przez wieki bariera przestrzenna i mentalna! Na początku dziejów miasta, na skarpie 'rozsiadła' się władza, podczas gdy u podnóża zbierała się osadnicza biedota. Magnackie pałace oraz mieszczańskie kamienice odwrócone były do Wisły tyłem.

Potwierdza to zjawisko dr Marek Ostrowski: "(...) sama Warszawa przez większość swojego istnienia nie rozwijała się nad Wisłą, ale na wysoczyźnie, w znacznym oderwaniu od rzeki. Bliskość geograficzna nie miała znaczenia - decydowała bariera skarpy wiślanej: fizyczna i psychologiczna. (...) Powiśle, kolebka osadnictwa, stawało się w coraz większym stopniu oficyną miasta leżącego powyżej." Dalej autor dodaje, że Powiśle utrwaliło się wyraźnie jako obszar gorszej kategorii.

rozwój zrównoważony

Sprawa rozbija się o Skarpę Wiślaną. Jest ona silną barierą dzielącą Warszawę. Przypomnijmy raz jeszcze 'Szkic wstępny planu regulacyjnego miasta st. Warszawy'. Fakt, że tak duży nacisk położony w nim został na obszar skarpy, nie oznacza zbagatelizowania problemu rzeki. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z wyobrażeniami Tołwińskiego, Warszawa miała stać się "lądowym miastem portowym". Intencją Koła Architektów było właśnie zwrócenie Warszawy twarzą ku Wiśle. Rozwój obszarów przyskarpowych, wytyczenie alei Na Skarpie, wyznaczenie osi kompozycyjnych wsch-zach to były działania mające umożliwić tak pożądane odwrócenie. Nie ma i nie było tu konfliktu: czy Skarpa czy Wisła (?). Jest jeden, spójny, zrównoważony program rozwoju.

Chcemy Warszawy twarzą do Wisły? W pierwszej kolejności otwórzmy miasto na Skarpę!

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

poniedziałek, 1 marca 2010

Przestrzeń publiczna, czyli dla ludzi stworzona


„Przestrzeń Społeczna danej zbiorowości stanowi użytkowany i kształtowany przez nią obszar, z którym wiąże ona system wiedzy, wyobrażeń, wartości i reguł zachowania, dzięki którym identyfikuje się najpełniej z tym właśnie obszarem.”
Aleksander Wallis
 
To tu, to tam słyszymy, że gdzieś powstają przestrzenie publiczne, że coś dzieje się w przestrzeni publicznej czy też, że koniecznie potrzebujemy przestrzeni publicznych. Nie jest jednak wcale jednoznaczne i oczywiste czym przestrzeń publiczna jest. I nie zawsze mamy świadomość, jaka mogłaby być.

Wiadomo, że przestrzeń publiczna to coś dobrego. Często więc spotykamy się z tym określeniem, najczęściej jednak używanym nazbyt lekkomyślnie, bezrefleksyjnie. Nie każdy rozumie te słowa tak samo. Wielu nie rozumie ich wcale.

Jedna z najlepszych jaką znam definicji owej przestrzeni brzmi tak: jest ona tam, gdzie obcy spotyka obcego. Nie wiem kto ją wymyślił, mnie nauczył jej architekt Michał Owadowicz. Co prawda, nie zawiera ona recepty na ich tworzenie, pozwala jednak ocenić te istniejące.

publicus

Słownik języka polskiego tłumaczy pojęcie 'publiczny' jako:

„dotyczący ogółu ludzi, służący ogółowi, przeznaczony, dostępny dla wszystkich (…) ogólny, powszechny, społeczny, nieprywatny”

Wydaje mi się, że definicja taka bardzo trafnie dotyka sedna. Zauważmy: fakt, że coś nie jest prywatne, nie oznacza, że od razu staje się publiczne. Nie każdy nie ogrodzony kawałek trawnika, którego właścicielem jest miasto, staje się automatycznie publiczny. Duża część obszarów Skarpy Wiślanej nie jest jeszcze publiczna.

Warto przełamać binarną logikę, zgodnie z którą brak zamknięcia oznacza otwarcie. Taka logika bywa logiką tłumaczenia lenistwa. Gotowość do wykonania wysiłku łączenia (udostępniania) szczególnie konieczna będzie w mieście, na temat którego Arystoteles napisał te słynne i do znudzenia powtarzane słowa o wspólnym życiu dla wspólnego dobra...

(...)

przestrzeń społeczna - umowa społeczna

Wydaje się, że koniecznym jest tworzenie rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich. Nie schodów dla zdrowych i pochylni z boku dla chorych. Nie wejść dla normalnych i bocznych wind dla gorszych. Jedno rozwiązanie dla wszystkich, to wspólny kompromis na który godzi się dana społeczność. Przestrzeń społeczna – umowa społeczna. Bycie dopuszczonym do kompromisu daje poczucie przynależenia do wspólnoty.

Normy prawne nie są żadnym gwarantem człowieczeństwa. Bądźmy wspólnotą, która kształtuje przestrzeń naprawdę publiczną - przestrzeń tworzoną dla ogółu ludzi.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009] 

poniedziałek, 1 lutego 2010

Piano Nobile miasta

„Wspinaczka w górę wiąże się z odkupieniem. Dzieje się tak dzięki sile słowa 'nad' i mocy słowa 'w górę'. Nawet ci, którzy od dawna już nie wierzą w Niebo i Piekło, nie mogą zmienić słów 'nad' i 'pod'.”
Erich Kästner

„Górny taras zawsze stanowił piano nobile miasta.”
Andrzej Kiciński
 
Jaki widok rozciągał się przed oczami przybyszów, którzy tysiąc lat temu zawitali w okolice dzisiejszej Warszawy? Co tu znaleźli i co skłonić ich mogło do zakładania osad? Nie bez znaczenia jest rozważanie zdarzeń, które leżą u podstaw historii naszego miasta. Prześledzenie genezy struktury miejskiej pozwoli nam dostrzec ciekawą prawidłowość - dojrzeć wartość.

Miejsce

Geografowie tacy jak Yi-Fu Tuan pomogli nam zrozumieć, że kluczową kategorią w opisie przestrzeni i zachodzących w niej procesów jest kwestia doświadczenia ludzkiego. Pojęcia przestrzeń i miejsce określają doświadczenia właśnie. Dlaczego jakieś miejsce jest szczególne, tzn. dlaczego miejsce jest Miejscem? Dlaczego jakieś Wydarzenie akurat tu ma miejsce, a nie gdzie indziej?

"Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki rozmaitym środkom: rywalizacji i konfliktom z innymi miejscami, walorom widokowym, ewokacyjnej sile sztuki, architektury, obrzędów i rytów. Miejsca stają się w oczywisty sposób realne dzięki dramatyzacji."

Potrzeba więc sceny dramatu – Miejsca. A gdzie na monotonnej, równinnej Nizinie Mazowieckiej tkwił potencjał dla dramatyzacji?

(...)

miasto na krawędzi

Nie wnikajmy w szczegóły powstania jednostki geograficznej, jaką jest Skarpa Wiślana. Powstało na ten temat wiele opracowań, a poza tym sprawa wciąż nie jest jednoznaczna i jasna, tym bardziej należy pozostawić ją specjalistom. Wystarczy tyle:

"Równinny krajobraz  rejonu Warszawy powstał w obecnej formie po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia. Górującą nad okolicą płaską równinę wysoczyzny, której stoki spadają nieznacznie ku wschodowi i północy (...), podcinały od wschodu wody również ukształtowanej już Wisły.”

Warszawa leży na obszarze Niziny Mazowieckiej, czyli rozległego, płaskiego i krajobrazowo raczej monotonnego terenu. Jedynym miejscem zaburzenia jej charakteru jest liniowe przełamanie: Nizina przecięta jest blisko 20-metrowym urwiskiem,  rozdzielona na dwie podstawowe jednostki morfologiczne:
  • Równinę Warszawską - wysoczyznę morenową
  • Dolinę Wisły

Mamy zatem dwa liniowe elementy krystalizujące przestrzeń. Wszędzie tam, gdzie łuk linii skarpy stykał się z korytem rzeki, powstawały szczególne warunki przestrzenne – Miejsca. I w tych Miejscach, na całej długości Wisły, powstawały osady, później miasta.

Nie powinien wprawiać nas w zdumienie fakt, że to szczególne miejsce, jakim była i jest korona skarpy, stanowiło scenę dla Wydarzenia jakim jest miasto.

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]

wtorek, 26 stycznia 2010

radio Kampus

Rozmowa o Skarpie z redaktorem Błażejem Prośniewskim w Radio Kampus 97,1 fm

poniedziałek, 25 stycznia 2010

najciekawsze dyplomy wapw

Praca "miasto na krawędzi - na krawędzi miasta" znalazła się na wystawie najciekawszych dyplomów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej roku 2009.


piątek, 1 stycznia 2010

Prolog

„Gra atutami jest bardziej zgodna z naturą graczy - grać, aby wygrać - niż przemyślanym zabiegiem kompozycyjnym. (...) Gdy poznajemy rozdanie i licytujemy, co można zagrać, to przede wszystkim odszukujemy w sieci ulic i placów esplanady nadwodne i wyżynne. One są ciągami atutów."
Czesław Bielecki

Czy metody projektowe, którymi przez lata posługiwali się urbaniści, mogą być jeszcze dzisiaj efektywne? Czy mieszkańcy mogą liczyć na to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto za nich pomyśli? Rzecz o tym, że partycypacja społeczna jest elementem funkcjonowania społeczeństwa otwartego i w tym sensie jest dzisiaj koniecznością.

gra w miasto

Nie my pierwsi stawiamy takie pytania. Już starożytni grecy szukali na nie odpowiedzi. A ta była dla nich raczej oczywista: współtworzenie wspólnoty uważali bowiem za najlepszą formę życia - we wspólnocie ludzie działają wspólnie dla wspólnego dobra. Arystoteles za najprzedniejszą ze wspólnot uważał polis, czyli miasto. Uczestnictwo w kształtowaniu miasta miało być nauką oraz drogą do doskonałości dla każdego obywatela. Tę aktywną społecznie postawę filozof próbował uchwycić, definiując człowieka jako zoon politikon - zwierzę polityczne.

Co więc z tymi, którzy angażować się nie chcieli? Wszystkich stojących 'z boku' nazywano idiotes, czyli po prostu idiotami. Idioci to ci, których nie interesował wspólny interes. To ci, których nie interesowało dobro miasta. Wraz z takim właśnie zarzutem Sokratesowi podano kielich cykuty...

Czegoś powinien nas przykład Aten nauczyć. Chętnie deklarujemy nasze kulturowe pokrewieństwo z demokracją ateńską - chcemy demokracji - zapominamy jednak, że jej warunkiem jest ciągła aktywność obywateli. Demokracja nie jest dla idiotów. I nie dla idiotów jest miasto.

Tam gdzie mowa o wspólnocie i zaangażowaniu, o jakimś zbiorze jednostek działających wspólnie, stykamy się z zagadnieniem konfliktu: konfliktu interesów pomiędzy tymi jednostkami. Pora odrzucić utopie próbujące jasno wyznaczyć jakiś jeden wspólny cel czy interes publiczny. Nie ma takiego, a w każdym razie tu na ziemi nie jest możliwe wyartykułowanie go (co innego w Niebie). Przyjmijmy więc istnienie konfliktu jako niezbywalnej cechy współżycia ludzi, a także kształtowania miasta. Wymaga tego od nas praktyczna potrzeba.

Taka postawa skłania nas do opisu miasta za pomocą modelu Gry. Każda gra ma swoje zasady (co nie znaczy, że nie bywają one łamane) i swoich graczy (choć gracz graczowi nierówny). Zarówno gracze jak i zasady są historyczne, tzn. zmienne w czasie. A w grze, jak to w grach bywa, każdemu graczowi o to chodzi, żeby wygrać raczej niż przegrać.

(...)

skarpa

Graczem liczącym się nie będę ja, nie będziesz Ty. Ale znaczącą rolę odegrać może grupa, wspólnota. Wielka może być siła inicjatywy obywatelskiej. Grupę trzeba jednak zgromadzić, grupie przyświecać musi wspólny cel. Dlatego jestem przekonany, że warunkiem podstawowym skutecznego działania na rzecz jakiejś wartości, także przestrzennej, jest przede wszystkim zakorzenienie jej w świadomości ludzi!

Antropolog Elżbieta Rybicka zwraca uwagę na fakt, jak silny wpływ na nasze poznawanie, postrzeganie miejsc i zdarzeń mają pre-teksty (tkwiące w nas wyobrażenia, najczęściej mityczne i stereotypowe, "społeczne klisze widzenia, konwencje poznawcze (...) powielane w komunikacji społecznej". Jako obrazowy przykład podaje wspomnienia subiekta Ignacego Rzeckiego. Czyż ze Skarpą nie jest podobnie? Trudno będzie o koronę skarpy dbać dopóty, dopóki warszawiacy nie docenią jej wartości. Dzisiaj olbrzymia większość w ogóle nie wie o czym mowa. A Gra w Miasto toczy się.

(...)

[powyżej przytoczono fragmenty pracy magisterskiej "Miasto na krawędzi - na krawędzi Miasta", Artur Jerzy Filip, Warszawa 2009]